Wakacje na szlaku Odra-Nysa i wybrzeżu Bałtyku EuroVelo R10 [relacja, mapa]

Wakacje na szlaku Odra-Nysa i wybrzeżu Bałtyku EuroVelo R10 [relacja, mapa]

W sierpniu 2018 roku odbyliśmy 10 dniową wycieczkę przez południowe okolice Zalewu Szczecińskiego oraz spory fragment niemieckiego i polskiego wybrzeża Bałtyku. Chcieliśmy zobaczyć jak wyglądają słynne niemieckie trasy: Szlak Rowerowy Odra-Nysa (Oder Neisse Radweg) oraz Szlak Rowerowy Wybrzeża Bałtyku (Ostseeküsten-Radweg EuroVelo R10), a także jego polski odcinek.

W drodze spędziliśmy łącznie 10 dni, pokonując ponad 400 km. Podróżowaliśmy rowerami we trójkę z 4 letnią córeczką w przyczepie. Spaliśmy w namiocie na campingach, żywiąc się głównie we własnym zakresie. Chcieliśmy być niezależni i podróżować w swobodnym tempie.

Trasa została zaplanowana wcześniej w oparciu o wspomniane szlaki rowerowe i właściwie w niewielkim stopniu modyfikowana na bieżąco. Szczegóły przebiegu i najważniejsze uwagi przekazuję w poniższej relacji.


MAPA NASZEJ TRASY


Dzień 0 Bydgoszcz – Szczecin pociągiem

Tutaj warto wspomnieć skąd właściwie wziął się pomysł na trasę. Od początku wiedzieliśmy, że chcemy jechać pociągiem. Sprawdziłem więc listę wszystkich pociągów bezpośrednich odchodzących z Bydgoszczy (teraz pewnie przesiadki by nam już tak nie przeszkadzały). Okazało się, że oprócz licznych połączeń do Gdyni i Poznania jest zaledwie kilka dłuższych bezpośrednich relacji, m.in. Szczecin i Kołobrzeg. Od początku preferowanym kierunkiem była „jakaś zagranica”. I tak powstał pomysł trasy Szczecin – Kołobrzeg przez Niemcy.

Na dworcu okazało się, że przesiadka to nie jest najgorsze, co może zafundować nam kolej. Pociąg, którym przyszło nam jechać składał się wyłącznie ze starego typu wagonów z przedziałami, wąskimi ciężkimi drzwiami i absolutnym brakiem miejsc przeznaczonych do przewozu rowerów. Do tego jechał z samego Lublina i czekał na nas tylko kilka minut. Musieliśmy nie tylko zdjąć wszystkie bagaże, ale również opróżnić i złożyć przyczepę – chyba najszybciej w historii naszych wypraw.

Udało się. Upalny dzień, 5 godzin w przedziale z otwartymi na oścież oknami i migające za oknem krajobrazy wypełniły resztę dnia. Wieczorny przejazd rowerami przez Szczecin dał ulgę chłodu i przyjemną namiastkę podróży, która czekała nas przez kolejne dni.

Dzień 1 Szczecin – Ueckermünde (59 km – szlak Odra-Nysa)

Rano pobudka, ostatnie zakupy i w drogę. Od paru dni znaliśmy prognozę. Temperatura miała dochodzić do rekordowych tego lata 37 st. C. Trzeba było więc się spieszyć, żeby podczas najgorętszych popołudniowych godzin być już na campingu.

Wyjazd przez ruchliwe przedmieścia Szczecina poszedł całkiem sprawnie. Granicę chcieliśmy przekroczyć pod Blankensee, gdzie podobno wybudowano niedawno wygodną drogę dla rowerów. Faktycznie była tam, gładka, równa jak stół. Wszystko się zgadzało – przecież miały czekać na nas same takie asfaltowe autostrady. Jednak przez kolejne kilometry prowadzące do Rieth zweryfikowaliśmy nasze wyobrażenia co do tego jak wyglądają niemieckie szlaki długodystansowe.


Jak wyglądają niemieckie długodystansowe szlaki rowerowe?

Na odcinkach szlaku Odra-Nysa oraz EuroVelo R10, które przejechaliśmy z pewnością nie są one wyłącznie asfaltowymi wstęgami wijącymi się bez końca przez sielskie krajobrazy. Na terenach leśnych są to szutry, często z rozjeżdżonymi jedynie wąskimi pasami w dwóch kierunkach. Na tyle wąskimi, że przyczepa musiała toczyć się przynajmniej jednym kołem po zarośniętej części takiej drogi. Zdarzył się też bardzo długi odcinek leśnego single tracka, który ze względu na przyczepę musieliśmy ominąć jezdnią. W mniejszych miejscowościach szlaki poprowadzone są razem z ruchem samochodowym, czasem brukiem, czasem pasami rowerowymi w jezdni, bardzo rzadko ciągami pieszo-rowerowymi. Na terenach podmokłych, łąkach, rezerwatach spotykaliśmy różnego typu płyty betonowe. Jednak mimo zróżnicowania nawierzchni, cały czas była ona przynajmniej przyzwoitej jakości, przejezdna dla rowerów górskich, trekkingowych czy gravelowych.


Rieth okazało się miniaturową miejscowością letniskową z sennym centrum i niewielką plażą,  przy której postanowiliśmy zatrzymać się na obiad. Pora była na tyle wczesna, że po dłuższym odpoczynku postanowiliśmy kontynuować jazdę do Ueckermünde.

Wygodna trasa prowadziła przez sielskie łąki, bujne lasy porastające brzegi Zalewu Szczecińskiego. Nasz niepokój budziły jednak zbierające się na horyzoncie chmury i wyraźne sine rzęsy oznaczające lokalne ulewy. W końcu camping, procedura meldunkowa i w lekko siąpiącym deszczu mogliśmy rozbijać namiot.

Dzień 2 Ueckermünde – Anklam (52 km – szlak Odra-Nysa)

Poranny spacer po campingu nauczył nas tego, żeby nie wybierać pochopnie miejsca na namiot. Okazało się, że teren podzielony jest na kilka stref i jedna z nich położona jest bezpośrednio przy niewielkiej plaży. Można było obudzić się z widokiem na na Zalew. No trudno – nie tym razem. Ueckermünde jest niewielkim miastem. Pierwszym na naszej trasie kurortem z plażą i kąpieliskiem. Sporo czasu spędziliśmy w tutejszym ZOO.


Jak wybieraliśmy campingi?

Wybór campingu w naszym przypadku był bardzo ważny. Po całym dniu w drodze chcieliśmy wypocząć w czystym, wygodnym miejscu, w miarę możliwości ładnie położonym. Nie chcieliśmy też przepłacać. Wybór oparliśmy na ocenach w google maps. Ceny weryfikowaliśmy na stronach www poszczególnych obiektów. Tak metoda sprawdziła się w 90% przypadkach.


Dalsza droga do Anklam, gdzie mieliśmy spędzić kolejną noc, była mocno urozmaicona. Na samym początku okazało się, że legendarny niemiecki szlak rowerowy (w tym przypadku Odra-Nysa) może też przybrać formę wąskiej leśnej ścieżki, absolutnie nie dostosowanej do szerokości przyczepy. Nie było wyjścia – zjechaliśmy na równoległą szosę.

W okolicy miejscowości Bugewitz droga poprowadziła nas tuż obok torfowisk i rezerwatu. Bogactwa tutejszej przyrody robiło wrażenie. Akurat żerowały tu ptaki, które przyciągnęły kilku obserwatorów, a nas zachęciły do zdobycia pobliskiej wieży widokowej.

Po krótkiej przerwie ruszyliśmy w dalszą drogę. Od Anklam dzieliło nas kilkanaście kilometrów. Jak się okazało, wyjątkowo długich. Pokonanie płyt betonowych, szutrów i drobnych kamieni zajęło nam ponad 2 godziny. Zmęczeni dotarliśmy na camping i zaczęliśmy rozważać pozostanie tu na dwa dni. Mieliśmy za sobą 2 dni i 130 km jazdy w temperaturach przekraczających 35 st C, a zacieniony, spokojny i tani camping zachęcał.

Dzień 3 Odpoczynek w Anklam

Zapadła decyzja – po opuszczeniu szlaku Odra-Nysa zostajemy na kolejny dzień w Anklam. Nagle okazało się, że dzień jest całkiem długi, jeśli nie trzeba składać i rozkładać namiotu, sprzętu, zmywać w pośpiechu naczyń i pakować sakw. Spokojnie przeszliśmy się do centrum na lody i kawę. Zwiedziliśmy lokalną atrakcję w postaci gotyckiego kościoła św. Mikołaja i mieszczącego się w nim oddziału Muzeum Otto Lilienthala, pochodzącego z Anklam wynalazcy i konstruktora maszyn latających.  Weszliśmy na wieżę kościoła.

Dzień 4 Anklam – Greifswald (48 km – poza szlakami)

To był jedyny dzień, który zaplanowaliśmy w całości poza głównymi szlakami rowerowymi. W Anklam opuściliśmy Szlak Rowerowy Odra-Nysa (Oder Neisse Radweg), a w Greifswald mieliśmy wjechać na Szlak Rowerowy Wybrzeża Bałtyku (Ostseeküsten-Radweg – EuroVelo R10). Niestety spory fragment zaplanowanej trasy prowadził w kierunku zachodnim, z którego wiał tego dnia bardzo silny wiatr. W praktyce nie byliśmy w stanie jechać szybciej niż 12 – 15 km/h. Nieco ulgi przyniosła zmiana kierunku jazdy na północny na kilka kilometrów przed Greifswaldem.

Cała trasa na tyle dała się we znaki, że pojechaliśmy prosto na camping, odkładając zwiedzenie miasta na następny dzień. Wieczór urozmaiciło przejście frontu atmosferycznego, dając okazję do zrobienia efektownych zdjęć.

Dzień 5 Greifswald – Freest (48 km – szlak EuroVelo R10)

Po spakowaniu się ruszyliśmy w kierunku centrum. Grefswald położony jest nad Zatoką Grefiswaldzką i rzeką Ryck. Wzdłuż jej brzegu poprowadzono szutrową drogę rowerową. Na rzece znajdują się mariny, w tym jedna specjalnie przeznaczona dla zabytkowych łodzi. Po drodze minęliśmy historyczny most zwodzony. Naszym celem było zabytkowe centrum miasta. Po krótkim objeździe i zrobieniu sobie pamiątkowego zdjęcia przed charakterystycznym ratuszem ruszyliśmy w dalszą drogę. Przed nami było 40 km prowadzących szlakiem Wybrzeża Bałtyku.

Nadal wiał dosyć silny wiatr z zachodu, który tym razem był naszym sprzymierzeńcem. Szybko pokonywaliśmy kolejne kilometry objeżdżając dookoła zatokę, nad którą leży Greifswald. Obiad przy malutkiej marinie. Ostatni rzut okiem na miasto z drugiego brzegu. Jechaliśmy wzdłuż brzegu mijając niewielkie miejscowości letniskowe pełne małych prywatnych domków. Spore wrażenie zrobiły na nas obiekty dawnej elektrowni atomowej w miejscowości Lubmin. Jak doczytaliśmy po dojeździe na camping, w czasach NRD zaspokajała ona 20% potrzeb energetycznych całego kraju. Obecnie znajduje się tu m.in. gazoport Nord Stream 2.

Freest, który był tego dnia naszym celem okazał się kolejną sielską miejscowością z małą plażą i w sumie niewielkim ruchem turystycznym.

Dzień 6 Freest – Ückeritz (43 km – szlak EuroVelo R10)

Leniwie opuściliśmy gościnny camping w Freest jadąc wygodnymi drogami rowerowymi wzdłuż szosy.. Kolejnym przystankiem na trasie był Wolgast. Miasto stanowi bramę wyspy Uznam, a jednocześnie granicę między dwoma zupełnie odmiennymi obliczami niemieckiego wybrzeża Bałtyku. O ile jego lądowa część do tego miejsca była spokojna, stosunkowo mało zagospodarowana, to na Uznamie spotkaliśmy kurorty podobne do tych znanych z Polski.

Najpierw jednak zwiedziliśmy Wolgast, który zaskoczył nas uroczą zabytkową zabudową i niezwykłym zwodzonym mostem.


Most zwodzony w Wolgaście

Obecny most został zbudowany w latach 1994-96 równolegle do starej przeprawy. Jego klapa ma 19 m szerokości i 42 m długości. Podniesienie przęsła zwodzonego otwiera kanał o szerokości 30,75 metra. Całkowita długość mostu to 247 m.


Uznam przywitał nas bardzo silnym wiatrem wiejącym prosto w twarz. Po dotarciu do wybrzeża nieco zelżał. Pozostały czekający nas dwudziestokilometrowy odcinek trasy przyniósł jednak jeszcze kilka niespodzianek: wymagających podjazdów 16%, fragmentów, na których obowiązywał nakaz zejścia z roweru, pojawiające się nagle schody czy długie odcinki po starej kostce brukowej czy szutrze. Wszystko to łącznie z pochmurną aurą nieco ostudziło nasz entuzjazm. Z ulgą dotarliśmy do campingu, gdzie wyjątkowo zamiast organizować sobie kolację we własnym zakresie, skorzystaliśmy z baru.

Dzień 7 Ückeritz – Międzyzdroje (40 km – szlak EuroVelo R10)

Oficjalna trasa EuroVelo R10 poprzedniego dnia na tyle dała nam się we znaki, że postanowiliśmy ominąć jej leśny fragment drogą rowerową wzdłuż szosy. Do wybrzeża dojechaliśmy w kurorcie Bansin, który ciągnął się przez kolejne 8 km przez Heringsdorf i Ahlbeck, aż do samej granicy.

Zrobiliśmy krótki postój nad „polski morzem” w Świnoujściu i ruszyliśmy w kierunku promu. Po krótkiej przeprawie byliśmy na kolejnej wyspie – Wolinie. Jeszcze przed wyjazdem wiedzieliśmy, że czekają nas tutaj najbardziej uciążliwe fragmenty trasy. Podobno wkrótce ma się to zmienić, ale obecnie (lato 2018) Świnoujście nie posiada bezpiecznego i przejezdnego połączenia z Międzyzdrojami. Turyści jadący polskim fragmentem EuroVelo R10 mają do wyboru jego „oficjalny” bardzo piaszczysty odcinek, albo szukanie objazdu drogą krajową nr 3. My ze względów bezpieczeństwa wybraliśmy piach. Pokonanie 10 km trasy zajęło nam godzinę.

Po zameldowaniu się na campingu postanowiliśmy zwiedzić miasto i przejść się molo. Wniosek? Międzyzdroje w sierpniu z pewnością nie są dobrym miejscem dla szukających spokoju.

Dzień 8 Międzyzdroje – Pustkowo (28 km – szlak EuroVelo R10)

Na polskim wybrzeżu mieliśmy zwolnić i podzielić pozostałą trasę na krótsze odcinki spokojnie ciesząc się jazdą i bliskością morza. Było nam to szczególnie potrzebne po poprzednich dniach męczących zarówno fizycznie jak i psychicznie. Jednak wcześniej czekało nas jeszcze jedno wyzwanie – wyjazd z Międzyzdrojów. Tutaj znowu podróżujący R10 mają trudny wybór. W kierunku wschodnim z miasta prowadzi tylko jeden asfaltowy wyjazd – bardzo ruchliwa w sezonie droga wojewódzka nr 102. Do tego przecina ona Woliński Park Narodowy prowadząc przez wznoszące się na ponad 100 m wydmy.  Alternatywą jest oficjalny odcinek R10, który ją omija lokalnymi drogami szutrowymi dokładając przy okazji kilka kilometrów. Wybraliśmy asfalt.

Woliński Park Narodowy z pewnością wart jest większej uwagi niż ta, którą mu poświęciliśmy. Po drodze odbiliśmy tylko raz na punkt widokowy wysoko wznoszący się nad plażą i morzem. Zrezygnowaliśmy z odwiedzin Zagrody Żubrów. Chcieliśmy jak najszybciej opuścić ruchliwą szosę i zacząć realizować plan spokojnego kulania się wzdłuż wybrzeża.

Przed Międzyzdrojami ruch samochodowy faktycznie zelżał, jednak oblężona miejscowość wypoczynkowa nie zachęciła nas do postoju. Nie znając stanu szlaku R10 kontynuowaliśmy jazdę drogą wojewódzką nr 102, na której ruch samochodowy zmniejszył się do akceptowalnego poziomu. Na dłużej zatrzymaliśmy się dopiero w Dziwnowie, gdzie zjedliśmy obiad. Późnym popołudniem zameldowaliśmy się na niewielkim campingu w Pustkowie pod Trzęsaczem.

Dzień 9 Pustkowo – Mrzeżyno (28 km – szlak EuroVelo R10)

Przed nami był chyba najciekawszy fragment trasy na polskim wybrzeżu. Czekało na nas kilka ciekawostek krajoznawczych, ale także jak się okazało, świetnie przygotowane trasy rowerowe.

Ruszając z Pustkowa po chwili byliśmy w Trzęsaczu. Sporo się tam zmieniło przez 15 lat od ostatniej wizyty. Obecnie charakterystyczne ruiny kościoła można podziwiać ze specjalnej platformy widokowej.


Ruiny kościoła w Trzęsaczu

Kościół, z którego do dnia dzisiejszego ostał się tylko fragment południowej ściany, powstał na przełomie XIV i XV w. Zlokalizowany był we wsi, ok. 2 km (!) od brzegu morza. Jak podają źródła w 1868 r. w kościele jeszcze odbywały się nabożeństwa, a odległość od klifu wybosiła 1 m. Pierwsze fragmenty świątyni runęły w 1900 r. Obecnie klif i ruina są zabezpieczone przed postępującą degradacją.


Dalej było coraz lepiej. Bezpośrednio przy kościele trafiliśmy na ścieżkę prowadzącą bezpośrednio nad klifem. Co prawda nie prowadził po niej szlak R10, ale opłacało się na nią zboczyć – przez około kilometr podziwialiśmy widoki na plażę i morze. Przez Rewal dotarliśmy wygodnymi drogami rowerowymi do Niechorz. Kolejny postój i zwiedzanie motylarni, latarni morskiej, podziwianie widoków z jej szczytu. Do Pogorzelicy dojechaliśmy wygodną nową drogą asfaltową. Kolejny leśny odcinek do Mrzeżyna to gładkie leśne drogi szutrowe. Po drodze efektowny punkt postojowy na brzegu klifu. Ogółem ten blisko 30-kilometrowy odcinek trasy nie odbiegał standardem od tras, które spotkaliśmy na niemieckim wybrzeżu.

Dzień 10 Mrzeżyno – Kołobrzeg (20 km – szlak EuroVelo R10)

Wszystko, co dobre kiedyś musi się skończyć. Tak było też z naszą wyprawą. 10 dni codziennego składania, rozkładania namiotów, gotowania, jazdy powoli dawał się we znaki. Uznaliśmy, że odpuścimy kolejny nocleg w Kołobrzegu i spróbujemy zdążyć na pociąg, który ma szansę jeszcze tego samego dnia dowieźć nas do Bydgoszczy. Szybkie pakowanie i w drogę. mieliśmy jakieś 2 godziny do odjazdu. Trasa liczyła ok. 20 kilometrów, ale nie wiedzieliśmy, co nas spotka po drodze. Tym razem znowu pozytywnie zaskoczyła nas jakość infrastruktury na szlaku R10. Na dworcu stawiliśmy się po ok. godzinie jazdy dobrymi drogami asfaltowymi i szutrowymi, ustanawiając rekord dzienny średniej prędkości.

Zakup biletu, pakowanie do zatłoczonego na tej relacji pociągu, przesiadka w Pile i po 5 godzinach byliśmy na dworcu w rodzinnej Bydgoszczy.

Podsumowanie

Co byśmy zmienili?

O wielu ciekawych miejscach dowiadywaliśmy się po drodze, albo… po powrocie. Z pewnością mogliśmy lepiej przygotować się do wyjazdu. Przestudiować dokładnie zaplanowane trasy, atrakcje po drodze. Jednak najzwyczajniej nie starczyło nam na to czasu.

Być może zmodyfikowalibyśmy trasę, tak żeby więcej czasu spędzić w Niemczech, jadąc dalej na zachód, albo wracając południowym brzegiem Uznamu i promem w Karnin. Wyspa Wolin w tym momencie nie nadaje się do uprawiania tego rodzaju turystyki. Osoby, które chcą wygodnie i bezpiecznie zwiedzić na rowerze polskie wybrzeże powinny zaplanować trasy na wschód od Dziwnowa, gdzie polski odcinek EuroVelo R10 jest zagospodarowany w bardzo wysokim standardzie.

Wnioski

Trasa, którą wybraliśmy pozwoliła nam poznać swoje możliwości i ograniczenia.  Najważniejsze dla nas było sprawdzenie czy ten sposób podróżowania z dzieckiem da nam przyjemność i odpoczynek, na jaki liczyliśmy. Chcieliśmy też sprawdzić sprzęt, którego sporą część musieliśmy wymienić na mniejszą i lżejszą ze względu na ograniczenia wagi i rozmiaru bagaży (oddzielny wpis o tym wkrótce). Wszystkie te testy dały pozytywny wynik, dzięki czemu już teraz snujemy ambitne plany na przyszły rok.

Mapa trasy rowerowej wzdłuż Zalewu Szczecińskiego i Bałtyku

Podsumowanie
Data
Przedmiot oceny
Szlaki rowerowe w Niemczech
Ocena
51star1star1star1star1star

Rzuć okiem:

Author: Marcin Wasilewski

Udostępnij

2 komentarze

  1. Panie Marcinie,

    Trzeba było jechać przez Woliński Park Narodowy, trasa tam tak wyglądała w 2016 roku gdy jechaliśmy nią rowerami: https://photos.app.goo.gl/vJNzmUhseY3btxeS6

    Na 102 wpada się dopiero Międzywodziu. Z tego co pamiętam to poza parkiem są tam małe lokalne drogi asfaltowe. Chyba, że tak jak my chce się odwiedzić latarnię Kikut (z przyczepką nie polecam) wtedy trzeba trochę więcej km po 102 przejechać.

    Post a Reply
    • Byliśmy na tej drodze przez WPN, ale w pewnym momencie zaczęła ona mocno odbijać od założonego kierunku jazdy ;)

      Post a Reply

Wyślij komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Pin It on Pinterest

Share This